Blog podróżniczy

Moje wyjazdy na litewską część Pojezierza Brasławskiego (część 2)

W pierwszej części mojej opowieści o Pojezierzu Brasławskim  obiecałem, że niedługo po jego publikacji przygotuję kolejną jego część. Jednak, jak widzicie wiele czasu upłynęło, zanim usiadłem znów do pisania o pięknej krainie jezior na wschodnim skrawku dzisiejszej Litwy. Jednak dziś pragnę przekazać Wam kolejną garść informacji o tym ciekawym regionie.

Jeziorosy – siedziba rejonu jezioroskiego

Stolicą litewskiej części pojezierza są Jeziorosy – urocza miejscowość powiatowa na granicy z Łotwą. Jeziorosy (po litewsku Zarasai) liczą ok. 8 tysięcy mieszkańców i są położone nad dwoma wielkimi jeziorami. Nad miasteczkiem góruje wysoki, biały kościół z dwiema wieżami. W czasach rozbiorów Jeziorosy nosiły nazwę Nowoaleksandrowsk. Podczas I Wojny Światowej, po wycofaniu się Niemców w grudniu 1918 roku miasto zajęli bolszewicy. Polska wyzwoliła Jeziorosy w kampanii Legionów generała Edwarda Rydza-Śmigłego, jesienią 1919 roku. Dziś Jeziorosy to nieduże, ładne miasteczko z fantastycznym pomostem nad brzegiem jeziora nazwanego po litewsku Zarasaitis, a więc chyba Jezioroskiego.

Niewątpliwą atrakcją Jeziorosów jest również targ, odbywający się w każdy piątek. Można na nim kupić wszystko – od artykułów spożywczych, rolnych – od miejscowych rolników, aż do przemysłówki i ubrań.

Tylża – na granicy trzech państw i Dryświatów

Kolejną miejscowością, którą warto odwiedzić na tym terenie, po Turmoncie i Jeziorosach jest Tylża. Tylża to wieś położona kilka kilometrów od Turmontu. Nie należy mylić jej z Tylżą w Obwodzie Kaliningradzkim – dziś noszącą nazwę Sowieck, w której zawarto pokój w Tylży. Tylża niedaleko Turmontu to maleńka wieś, licząca dziś może 30 mieszkańców. Podobnie było podczas spisu ludności w II RP, w roku 1921. Wtedy w Tylży zarejestrowało się 31 osób – wszyscy byli Polakami i katolikami. Zapytacie dlaczego Tylża jest ciekawa? Ano dlatego, że leży u brzegów największego jeziora na Litwie. Jest to Jezioro Dryświaty, o powierzchni prawie 45 tysięcy kilometrów kwadratowych.

Jezioro jest graniczne – oddziela Litwę od Białorusi, więc Tylża leży zaledwie 30 kilometrów od białoruskiego Brasławia, a przy samej Tylży jest granica zarówno z Łotwą, jak również z Białorusią. Z samej Tylży widać również położoną nieopodal elektrownię atomową Ignalina. Elektrownia nie pracuje, bo ostatni pracujący reaktor wyłączono z końcem 2009 roku, ale warto popatrzeć na nią, bo jest właściwie kopią elektrowni atomowej w Czarnobylu i nawet tu właśnie kręcono serial „Czarnobyl” cieszący się znacznym zainteresowaniem w Polsce.

Smołwy

Ostatnią z miejscowości, o której chciałbym Wam opowiedzieć to Smołwy. Ta licząca ok. 200 mieszkańców wieś jest warta odwiedzenia ze względu na kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Różańcowej. Kościół zbudowano w połowie XIX wieku i na pewno warto go zobaczyć. Warto również przejechać drogą łączącą Turmont ze Smołwami. Jest przepiękna widokowo, prowadzi mocno pofałdowanym terenem, przez łąki i lasy pojezierza, a gdzieniegdzie możemy odkryć np. leśne cmentarzyki położone wprawdzie nieopodal drogi, ale zupełnie z niej nie widoczne.

Jezioro Święte – miejsce pierwszych chrztów?

To tyle o miejscowościach regionu – małych i dużych. Ale nie sposób nie wspomnieć również o miejscu niezwykłym, w którym nie ma miejscowości, ale niewątpliwie warto go odwiedzić. Myślę o Jeziorze Świętym (Sventas). W międzywojniu był to teren dawnej granicy pomiędzy Polską i Litwą. Jezioro Święte leżało wówczas na Litwie, a jedynie ok. 100 metrów linii brzegowej tego ogromnego akwenu wodnego należało do Polski. Jezioro jest fascynujące, ponieważ ma piaszczyste dno – jak w Bałtyku, a przecież jeziora przyzwyczaiły nas do dna z mułem i mnóstwem roślin, kamieni i innych atrakcji np. śmieci. Tu jednak dno jest piaszczyste, a więc i kolor jeziora jest fascynujący. Wśród miejscowych panuje przekonanie, że w Jeziorze Świętym chrzczeni byli pierwsi chrześcijanie na tych ziemiach – podobno byli to mieszkańcy pobliskich Smołw. Otoczenie jeziora jest przepiękne – wspaniałe lasy, w których można znaleźć wiele pamiątek historii, np. ruiny ośrodka polskiego Korpusu Ochrony Pogranicza z okresu międzywojnia.

Kresowa gościnność, Polska gościnność…

Czas opowiedzieć teraz Państwu o ludziach – mieszkańcach tej wspaniałej krainy. W międzywojniu, na tym terenie mieszkała społeczność wielokulturowa, wśród nich wielu Polaków, Żydów, Litwinów, Białorusinów i Rosjan. Mieszkańcy wyznawali katolicyzm, prawosławie i judaizm. Były tu różne języki i różne kultury, tradycje i obrzędy. Dziś właściwie jest podobnie. Mówi się tutaj po polsku, litewsku i rosyjsku, wyznaje katolicyzm i prawosławie, jest wielokulturowość. Mieszkańcy tej ziemi są wspaniali. Bardzo gościnni, bardzo życzliwi, niezwykle skromni.

Wśród potraw tej krainy często spotyka się oczywiście ryby, choć są one przygotowywane raczej na jakieś szczególne okazje. Na co dzień mieszkańcy poczęstują gości wspaniałymi blinami z mięsem, choć trzeba pamiętać, że tutejsze bliny mocno różnią się od blinków z okolic Puszczy Nalibockiej na Białorusi. Blinki z Iwieńca i Naliboków są jak naleśniczki i nadziewane są często serem zrobionym na słodko. Bliny z Turmontu i okolic są jak placki ziemniaczane, wypełnione w środku nadzieniem z mielonego mięsa. Często jada się tutaj sałatki za śledziem, w różnych składach, z różnymi dodatkami. Trzeba też zauważyć, że śledź na Litwie jest smaczniejszy od tego, którego kupujemy w Polsce. Sklepowy śledź na Litwie jest w bardzo wielu smakach i rodzajach, i można znaleźć naprawdę niezwykłe smaki tej ryby. W tej części Litwy często jedzone są również grzyby, w których ogromne ilości obfitują tutejsze lasy. Wspaniała zupa grzybowa, czy też sałatki z grzybami są częstym daniem. Często również jada się tutaj barszcz. Zresztą smak tutejszych warzyw – buraków, ziemniaków i innych warzyw jest znacznie lepszy niż u nas. Sądzę, że jest to efekt dobrego, czystego powietrza, wspaniałej, czystej wody i generalnie braku ciężkiego przemysłu w tej okolicy. Wiem, że jak pojedziemy do Turmont na wiosnę, pani Teresa – szefowa miejscowego Związku Polaków na Litwie, przygotuje dla naszego przyjaciela Mariana żeberka, że napijemy się mleka prosto od krowy i że cała ta gościna będzie wspaniała, a jedzenie po prostu przepyszne.

Jedynym problemem kulinarnym w Turmoncie jest fakt, że zjadamy za mało. Pani Teresa zawsze skarży się, że ostatnio byli u niej goście z Ojczyzny i chyba nie smakowało im jedzenie, bo mało jedli. My staramy się więc jeść dużo, ale to co dla nas jest ilością bardzo dużą, dla miejscowych Polaków wydaje się mizerną porcją. Podejrzewają, że nie smakuje nam Ich jedzenie. A my po prostu nie mamy już miejsca na kolejny posiłek, a na zapas zjeść się nie da.

To tyle opowieści o litewskiej części Pojezierza Brasławskiego, polskiej Finlandii. Żeby ją zrozumieć i poczuć, trzeba po prostu pojechać tam samemu. To przecież nie więcej niż ok. 1000 kilometrów od Wrocławia, więc jeździcie często znacznie dalej. Trzeba poprzypatrywać się wspaniałej miejscowej przyrodzie, poznać niesamowitą historię regionu, zaprzyjaźnić się z tutejszymi ludźmi i poznać Ich gościnność. Tego Wam wszystkim życzę. Do zobaczenia nad jeziorem! Na Pojezierzu Brasławskim!

Eugeniusz Gosiewski

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Skip to content