fbpx

Blog podróżniczy

Polesie, piękne Polesie… Pierwsza wyprawa na Białoruś (część 2)

Pińsk był kiedyś bardzo ważnym miastem, o strategicznym położeniu na mapie II Rzeczypospolitej. W 1931 roku zamieszkiwało je 31 tysięcy mieszkańców, co dawało 39 miejsce w kraju, wyprzedzając m. in. Rzeszów, Gdynię i Zamość. Warto dodać, że z Pińska pochodził Ryszard Kapuściński.

Krótka historia Pińska

Miasto leży nad rzeką Piną, przy jej ujściu do Prypeci. Przez wieki Pińsk rozwijał się, dzięki handlowi spławianemu drogą wodną. Do wybuchu II Wojny Światowej, stacjonowały tam Flotylla Rzeczna Marynarki Wojennej i 84 Pułk Piechoty Strzelców Poleskich. Dzisiaj Pińsk kojarzy się szczególnie z tą pierwszą formacją wojskową. Mało kto wie, że 80 lat temu po Pinie pływały stalowe okręty Marynarki Wojennej. Pod względem budowy znacznie różniły się one jednak od statków morskich. Musiały być dostosowane do dzikich rzek wschodu, dlatego ich kadłuby były znacznie bardziej wypłaszczone.

Flotylla Pińska

Flotylla nie była, jak mogłoby się wydawać, kaprysem władz II Rzeczypospolitej. Już od 1920 roku, czyli tak naprawdę w okresie kształtowania się granicy wschodniej, stanowiła ona potężne wsparcie militarne lądowych i lotniczych sił zbrojnych. W marcu 1920 roku brała udział w zdobyciu Mozyrza, a już kilka tygodni później wzięła udział w ofensywie kijowskiej. W rejonie Czarnobyla Flotylla wyparła Rosjan za Dniepr. W czasie II wojny światowej losy marynarzy potoczyły się różnie. Część zginęła w Katyniu, wielu zostało wysłanych na Syberię, jeszcze inni natomiast trafili do niewoli niemieckiej.

Pińsk dzisiaj

Pińsk wygląda jak przeciętne miasto leżące na wschodzie Polski. Nocowaliśmy w blokowiskach, jakich wiele w naszych rodzimych miejscowościach, po ulicach jeżdżą samochody bardzo podobne do naszych, a na starówce widać piękne, przedwojenne budynki. Tylko gdzieniegdzie znajdziemy ślady wydarzeń ostatnich 74 lat: czerwoną gwiazdę na choince, rosyjskie programy w telewizji, czy też gdzieniegdzie białoruskie flagi. Co ciekawe, białoruska armia, zachęcająca na billboardach do wstąpienia do wojska, w swoich materiałach promocyjnych odwoływała się do tradycji husarii i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Niektórzy Białorusini wprost odwoływali się do tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego i wspólnych zwycięstw pod Grunwaldem czy Orszą. Od czasu wyjazdu minęły już ponad 2 lata, więc ciężko określić, jak ta sytuacja wygląda obecnie.

Odwiedziny u pani Heleny Szołomickiej

Drugi dzień naszego pobytu na Polesiu, jak wszystkie wyjazdy z paczkami, był bardzo intensywny.

Odwiedziliśmy 90-letnią panią Helenę Szołomicką, u której zostawiliśmy paczki dla Sybiraków. W zamian p. Helena odwdzięczyła nam się piękną historią swojego życia. Z zapartym tchem słuchaliśmy opowieści o 14-letniej dziewczynie zmuszonej to wyniszczającej pracy w syberyjskiej tajdze.

Niestety, pani Helena zmarła rok po naszym przyjeździe. Tym bardziej wizyta u niej była dla nas ważna. Cieszymy się, że udało nam się wnieść trochę otuchy w jej życie. Zmarła ze świadomością, że rodacy o niej pamiętają. Dla naszej grupy natomiast niesamowitą wartość stanowi wspólna fotografia, zrobiona w 2018 roku, a także przejmujący śpiew p. Heleny.

Łohiszyn

Po opuszczeniu gościnnych progów p. Heleny, wybraliśmy się do Łohiszyna, oddalonego niecałe 30 km na północ od Pińska. W tamtejszym, jedynym na Białorusi, katolickim Domu Miłosierdzia również zostawiliśmy paczki.

Nie mogliśmy także ominąć miejscowego cmentarza, gdzie znajdują się kwatery polskich żołnierzy poległych w walkach z bolszewikami. Przy każdym grobie zapaliliśmy białe i czerwone znicze, a także odmawialiśmy modlitwę.

Powrót do Pińska

W okolicy południa wróciliśmy do Pińska. Zaparkowaliśmy nad piękną, majestatyczną rzeką Piną, w starej części miasta.

Szukając śladów Polskości, trafiliśmy m. in. do sklepu, w którym bez wątpienia czuć było ducha II Rzeczypospolitej. Ogromny wybór miodów, lekarstw, naturalnych probiotyków robił wrażenie, ale naszą uwagę zwróciły stare, blisko 100-letnie książki. Jedna z nich, z 1928 roku, była autorstwa Romana Horoszkiewicza. Legionista, powstaniec śląski, archeolog, założyciel Muzeum Ziemi Pińskiej, jest patronem jednej z ulic w Kędzierzynie-Koźlu, dlatego spora część wycieczki zwróciła uwagę na jego dzieło. Jego postać jest niesamowitym przykładem hasła “Jeden naród ponad granicami”.

Każdy z nas poczuł się w obowiązku wesprzeć jeden z niewielu sklepików, w którym czuć obecnie Polskość, więc wyszliśmy stamtąd z pokaźnymi zakupami. Największym zainteresowaniem, może ze względu na otaczającą zimę i trzaskający mróz, cieszyły się miody.

W kolejnej części reportażu pozostaniemy w starej części Pińska i odwiedzimy Polską Macierz Szkolną w tym mieście.

Krzysztof M. Marcinkiewicz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Skip to content