fbpx

Blog podróżniczy

Poznajemy polskie ślady na Łotwie (część 2 – Liksna i Dyneburg)

Wyruszając z Twierdzy Dyneburskiej obraliśmy kierunek na północny-zachód. Do przejechania nie mieliśmy zbyt wiele drogi, gdyż naszym kolejnym celem była oddalona o kilkanaście kilometrów Liksna (łot. Lejksna). 

Liksna – siedziba Plater-Zyberków 

Od mniej więcej połowy XVIII wieku majątkiem w Liksnie zarządzali baronowie von Sieberg, których spolszczona wersja nazwiska brzmi Zyberk. Przejęli oni te dobra od komturów dyneburskich, rezydujących w Liksnie przeszło cztery wieki.

Jednak skąd wzięła sie tytułowa nazwa, czyli „siedziba Plater-Zyberków”. Otóż jak wyjaśniają w swojej książce „Polskie ślady na Litwie i Łotwie” państwo Magda i Mirek Osip-Pokrywka: 

„Ostatnią przedstawicielką rodu była Helena Zyberk, córka Jana Tadeusza Zyberka, wojewody inflanckiego i brzesko-litewskiego, żona hrabiego Michała Broel-Platera z Krasławia. W 1803 r. otrzymali oni specjalne zezwolenie cesarskie, aby do nazwiska męża dodać wygasające nazwisko żony, wobec czego powstała nowa gałąź rodowa, Plater-Zyberków, a jedną z siedzib rodu stała się Liksna nad Dźwiną.” 

Nas samych Liksna przywitała wszechobecną zielenią. Zajeżdżając na teren pałacowo-parkowy od głównej drogi dostrzec można, w jak naturalnie pięknych okolicznościach przyrody położony był ten wielohektarowy kompleks dworski.

Dziś w kilku miejscach park jest pozostawiony trochę sam sobie, ale być może to dodaje mu pewnej aury tajemniczości. W innych natomiast urządzono tereny wypoczynkowo-rekreacyjne z możliwością biwakowania. 

Ścieżka historyczna Emilii Plater 

Najłatwiej popaść w zadumę, gdy skieruje się najpierw kroki na ścieżkę historyczną Emilii Plater, znajdującą się tuż z lewej strony.

Schodząc nieco w dół z głównej drogi, po kilku stopniach w kierunku zbiornika wodnego, dostrzec można tablicę informacyjną, a tuż z a nią spory kamień.

Znajduje się na nim subtelny napis „Emilia Plater” wraz z latami życia, a obok ustawiono pomnik z nowoczesnym wyobrażeniem Emilii, mający symbolizować jej rozwianą fryzurę.

Gdy człowiek przechadza się tą zacienioną alejką, różne myśli świtają w głowie. Wystarczy spojrzeć w górę i dostrzec potężne korony starych drzew, by zobaczyć oczami wyobraźni, że być może niektóre z nich osobiście sadził któryś z dziedziców Plater-Zyberków?

Nietrudno też wyobrazić sobie młodą Emilię, która mając jakże odmienne zainteresowania od swoich rówieśniczek, zapewne w tym parku wielokrotnie doskonaliła się w jeździe konnej, strzelaniu z pistoletów czy też fechtunku.

Jej młode i gorące serce polskiej patriotki rwało się do walki za ojczyznę. Wychowanie w romantycznej tradycji patriotycznej, zebrało później swoje owoce w postaci jej płomiennych przemów kierowanych do miejscowej ludności i oddziałów partyzanckich, podnoszący ich morale. Zapał z jakim garnęła się do walki, czasem przybierał nawet nieco irracjonalną formę (jak przy planach mających na celu zajęcie Twierdzy Dyneburskiej), która musiała być stopowana przez jej dowódców. Nie zmienia to jednak faktu, że Emilia była, jest i będzie symbolem tego, że polskość wraz z jej ideami, zawartymi w haśle „Bóg, Honor, Ojczyzna”, jest ponad pokoleniowa i ponad czasowa. Że nawet na „Kresach Kresów” jest obecna i będzie zawsze. Ponieważ tam gdzie przetrwała myśl, zawsze też znajdą się ludzie, dla których Polska jest na pierwszym miejscu i są dla niej w stanie poświęcić wszystko, nie wyłączając z tego nawet własnego życia. 

Pałac w Liksnie

Przepełnieni wzniosłymi myślami ruszyliśmy szukać pozostałości po neogotyckim pałacu Plater-Zyberków. Wiedzieliśmy, że niestety nie przetrwał on zawieruchy dziejów i po pierwszej wojnie światowej uległ zniszczeniu, które po latach poskutkowało jego niemalże całkowitym unicestwieniem. Jednak widząc TO co z niego zostało, serce się po prostu krajało… Znając wcześniej rysunek Napoleona Ordy, można dopiero zauważyć z jaką stratą mamy do czynienia.

Do dziś z całego pałacu pozostał jedynie kilkumetrowy słup narożny… Na jego szczycie znajduje się potężne gniazdo bocianów.

Jest to niezwykle symboliczne, gdyż wydaje się, jakby przez te wszystkie lata ludzie zapomnieli o tym, co się tu znajdowało, a jedynie te drogie nam ptaki, chciały swoimi skrzydłami objąć to, co pozostało i ochronić, ocalić od zapomnienia. Ten ostatni fragment świadczący o bytności na tej ziemi rodziny wielkich polskich patriotów. 

Tuż obok, w zasięgu wzroku widać kaplicę przypałacową. Jedyny budynek, który mimo że został wyraźnie nadgryziony zębem czasu, stoi w nienaruszonej formie. Co prawda w czasach sowieckich został zamieniony na magazyn, ale na szczęście udało się ocalić jego pierwotną bryłę.

Gdy oddalaliśmy się już w kierunku samochodów, spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka. Zagaiła nas pewna starsza pani, zaintrygowana naszą dużą grupą, która nie szukała miejsca na ognisko, tylko oglądała z przejęciem ruiny. Z krótkiej rozmowy dowiedzieliśmy się, że pani pracuje tutaj, w kompleksie wypoczynkowym, natomiast interesuje się również historią Liksny. Po chwili przyniosła album z archiwalnymi zdjęciami pałacu i parku, oraz skanami listów właścicieli majątku.

Następnie zaprosiła nas do malutkiej, jednopokojowej izdebki pamięci. Mogliśmy w niej obejrzeć kilka przedmiotów, codziennego użytku, wyposażenia domowego etc., które udało jej się znaleźć w zgliszczach i gruzach pałacu. Najbardziej zapadły mi natomiast w pamięci kafelki, z przepięknymi zdobieniami. Musiały być częścią jakiegoś pieca kaflowego, zapewne rozbitego i zniszczonego przez kulturowych barbarzyńców. Bardzo ciekawy był też korek z wytłoczoną nazwą miejscowości i herbem Platerów. Dowodziło to, że majątek w Liksnie był naprawdę bardzo rozwinięty, posiadał wiele zabudowań gospodarczych, w tym browar i gorzelnię. Wielka szkoda, że zostało z niego tak niewiele…

W Liksnie ,,straciliśmy” dużo więcej czasu niż planowaliśmy, gdyż zaskoczyło nas i zauroczyło to miejsce. Plan mieliśmy bardzo napięty, w końcu czekał na nas jeszcze Dyneburg ze swoimi atrakcjami, dlatego niechętnie, ale jednak zebraliśmy się do aut i wyruszyliśmy.

Słobódka – symbol polskiego poświęcenia i przelanej krwi

Po ponownym przyjeździe Dyneburga, udaliśmy się na tak zwaną Słobódkę. Jest to miejsce, w którym w dwudziestoleciu międzywojennym znajdował się cmentarz żołnierzy wojska polskiego, którzy stracili życie w walkach z bolszewickim najeźdźcą. Wdzięczne władze łotewskie w 1928 roku (na czele z samym prezydentem Łotwy, Gustavem Zemgalsem) postanowiły ufundować w tym miejscu pomnik, dla naszych 237 bohaterskich żołnierzy.



Jak można się spodziewać, miejsce to nie przetrwało czasów sowieckich. Bolszewicy, czyli przedstawiciele cywilizacji turańskiej (jak sklasyfikował ich Feliks Koneczny), zupełnie nam obcej nie mają żadnego poszanowania dla drugiego człowieka. Cóż więc dopiero mówić o szczątkach ludzkich… Dla nich nie wystarczy kogoś unicestwić, albo skazać na zapomnienie. Im zawsze zależy na całkowitym pohańbieniu, zbeszczeszczeniu i odarciu z godności. Dlatego trudno się dziwić, znając ich mentalność, temu co zrobili z samym miejscem pamięci i kośćmi naszych rodaków.

Uruchomiono więc na Słobódce kopalnie piasku i wyrobisko żwiru. Co więcej, piach ten trafiał pod budowę dróg w okolicach Dyneburga…

Ponowne uczczenie polskich legionistów nastąpiło dopiero w 1992 roku, gdy Łotwa znów mogła cieszyć się niepodległością. Ustawiono tutaj monumentalny, 13 metrowy betonowy krzyż z polskim orłem, oraz tablice z nazwiskami poległych.

W końcu więc, po wielu latach, zaznali oni należytego im spokoju, a samo miejsce zyskało godny wygląd, gdyż w pobliżu nie znajduje się nic, co burzyło by ciszę.

Dom Polski w Dyneburgu

Zwany również Centrum Kultury Polskiej w Dyneburgu, mieści się przy ulicy… Warszawskiej 30 (łot. Varsavas). Z daleka jest już dobrze widoczny, gdyż swoją siedzibę ma w pięknie odrestaurowanej, secesyjnej kamienicy. Zakupili ją w latach 30 ubiegłego wieku Polscy mieszkańcy Dyneburga. To właśnie przy nim zaparkowaliśmy nasze auta.

Nim weszliśmy do środka, zatrzymaliśmy się jeszcze przy głazie pamięci i pod przymocowaną do niego tablicą postawiliśmy dwa zapalone znicze, biały i czerwony. Na tablicy znajdują się nazwiska żołnierzy V odcinka ,,Wachlarza” Armii Krajowej z Inflant, którzy zginęli za ojczyznę. Druga tablica im poświęcona, zawieszona jest zaraz za drzwiami wejściowymi.

Niespodziewanie w Domu Polskim nie zastaliśmy naszych Rodaków, poza jedną przesympatyczną panią. Zazwyczaj miejsce to tętni życiem, znajdują się tutaj między innymi siedziby chóru ,,Promień”, czy zespołu dziecięcego ,,Kukułeczka” i jest to centrum kulturalnego życia naszych ,,Rodaków znad Dźwiny”.

My niestety nie zapowiadając się, trafiliśmy na przykry moment, gdyż wszyscy polscy pracownicy i działacze udali się na pogrzeb bardzo zasłużonej, 90 letniej członek chóru ,,Promień”. Zdecydowaliśmy się więc nie zabierać więcej czasu naszej pani gospodarz i po zakupieniu kilku numerów czasopisma ,,Polak na Łotwie”, pożegnaliśmy się z nią i poszliśmy w kierunku Wzgórza Świątyń.

Wzgórze Świątyń

Tuż po wyjściu z Domu Polskiego minęliśmy jeszcze sąsiadującą z nim odlewnię fabryki śrutu. Co ciekawe zakład ten został założony w 1885 roku i do dziś produkuje amunicję, co czyni go najstarszą w tej części Europy, wciąż działającą wytwórnią. Przylega do niego 37 metrowa ceglana wieża, na którą za drobną opłatą można wejść i podziwiać panoramę Dyneburga.

Po kilkuset metrach wkracza się już na tak zwane Wzgórze Świątyń (łot. Baznīcu kalns). Miejsce to nazwane zostało tak z powodu tego, że na niewielkiej przestrzeni mieszczą się w nim aż 4 świątynie. Są to sobór św. św. Borysa i Gleba z 1905 roku, molenna staroobrzędowców Narodzenia Najświętszej Marii Panny z 1908 roku, kościół ewangelicki Marcina Lutra z 1893 roku i rzymskokatolicki Kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny z 1902 roku. Jest to z pewnego punktu widzenia ciekawe, że tak wiele obrządków i wyznań może koegzystować ze sobą bez wzajemnej agresji i pokazuje złożoność dziejów tej ziemi. Wielokrotnie przechodziła ona spod panowania jednych, pod panowanie drugich etc., wielokrotnie też zmieniała swoją nazwę będąc: łatg. Latgola, łot. Latgale, niem. Lettgallen, ros. Латгалия, pol. Inflanty Polskie. Zresztą jak sam Dyneburg, który nosił w swojej historii nazwy Dinaburg, Dźwińsk i Daugavpils. Jak widać Inflanty potrafią zaskakiwać swoją różnorodnością i skrywają wiele ciekawych wątków 🙂

Polska Szkoła w Dyneburgu

Przedostatnim miejscem na naszej dyneburskiej mapie była Polska Szkoła nosząca oficjalną nazwę ,,Państwowe Gimnazjum Polskie im Józefa Piłsudskiego w Daugavpils”. Tutaj również spotkaliśmy się z bardzo ciepłym przyjęciem. Zostaliśmy zaproszeni do środka przez niezwykle sympatyczną panią dyrektor Halinę Smulko.


Pani dyrektor oprowadziła nas po wielu pomieszczeniach na każdym z pięter. Opowiedziała nam o specyfice polskiego nauczania na Łotwie. Ciekawie mówiła również o pokojowym współżyciu wszystkich narodowości, które mieszają się w Dyneburgu.

Zajrzeliśmy do Izby Pamięci, biblioteki i kilku sal lekcyjnych.

Na koniec serdecznie podziękowaliśmy pani dyrektor za oprowadzanie i zapewniliśmy, że jeśli Bóg pozwoli, to niedługo znowu przyjedziemy na Łotwę. Kontakt jaki nawiązaliśmy jest bardzo obiecujący i pozwala myśleć o różnych wspólnych projektach na przyszłość.

Cmentarz katolicki w Dyneburgu

Na miejsce dotarliśmy jadąc z centrum kilka minut autem. Sam cmentarz na pierwszy rzut oka robi wrażenie starej nekropolii i faktycznie tak jest. Można bez problemu znaleźć nagrobki sięgające końcówki XIX wieku, czyli czasu kiedy powstałą stojąca do dziś drewniana kaplica poświęcona w 1833 roku.


Przechadzając się po alejkach co rusz wzrok przeskakuje z płyty nagrobnej, na krzyż, z krzyża na tabliczkę, i czyta polskie imiona i nazwiska.

Wreszcie dochodzi się do kwatery polskich legionistów z lat 1919-1920, których pogrzebano tu około 20, wraz z 3 oficerami.

W pobliżu znajdują się też inne ciekawe pomniki, pod którymi spoczywają zasłużeni dla polskiej społeczności ludzie. Jak można przeczytać na stronie www.merytoryczny.pl:


Na dyneburskim cmentarzu nie ma okazałych grobowców. Ma on jednak swój urok i skrywa wiele wspaniałych opowieści o polskości, która odcisnęła swój ślad w kraju nad Dźwiną. Znajdziemy tu miejsce spoczynku Marii Kropp, która po wojnie potajemnie prowadziła katechizację polskich dzieci; Wincentego Zalewskiego, aptekarza i członka ZWZ; Jana Wierzbickiego, posła na sejm w latach 1922-1934 i wiceministra spraw wewnętrznych; Stanisława Syrewicza, pierwszego kierownika konsulatu RP w Dyneburgu; Ludmiły Jakubowiczowej, działaczki społecznej, prezesa Towarzystwa Dobroczynności i wielu innych.


Znicze można także zapalić przy symbolicznych pomnikach Polaków z Inflant wywiezionych na Sybir, oraz przy tablicy poświęconej Hrabiemu Leonowi Broel-Plater.

***

W tym miejscu kończymy naszą wizytę w Dyneburgu, który okazał się być niezwykle dla nas gościnny, głównie za sprawą wspaniałych Rodaków spotkanych na naszej drodze. W następnej części udamy się do kolejnego miasta, w którym Polacy odegrali ogromną rolę w jego rozwoju, czyli do Krasławia, oraz nawiedzimy kilka miejsc pamięci związanych z legionistami. Do zobaczenia 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Skip to content